Khal
[Koniec. Ja jeszcze nie miałem własnej części nagrania. ]
[Khal, czemu ty!]
Ach, tak. Christopher wrócił z Setenalu i jego skóra była bardzo gorąca. Powiem tyle, dymiła. Teraz nawet zaklęcie latarki spowodowało by spalenie jego ciała. Coraz częściej otwierają się dziury do Morza Chaosu, lecz na szczęście prawie nigdy nie wlewa się czysty Chaos. Dzisiaj lekcja treningu animoji. Przed chwilą przez megafon zapowiedziałem ją. Już są wszyscy, na szczęście kilkanaście uczniów umie się teleportować.
-OK, więc teraz powiem czar którego powinniście się nauczyć. Serapeng!-
Z mojej różdżki wystrzelił strumyk i cała sala zmieniła się w polanę. Dach i ściany zniknęły.
-Wyjmijcie swoje Madi i je otwórzcie-
Teraz polana była pokryta mgłą. Wszystkie animoje się zmaterializowały. Otworzyłem swoje jajo. Mój smok. Bardzo lubię smoki. Nagle otworzyła się dziura. Była czarna. Wyleciała z niej chmura.
-Maat!
Tylko mała część energii była użyta, chodź zakręciło mi się w głowie. Dziura zniknęła. Chwila. To były Skórniaki!
-Uwaga, to są Skórniaki! Przehandlowały życie za pomoc złu. I nie pozwólcie, by jakiś was dotknął. Zmienią się w was, a wy rozłożycie się w nich. Ale wystarczy proste zaklęcie. Prohibere Malum!-
Ale tylko kilka zniknęło. Coś jest nie tak. Wziąłem megafon.
-SOS! ATAK SKÓRNIAKÓW! ZAKLĘCIA NIE DZIAŁAJĄ! SOS! POWTARZAM! ATAK SKÓRNIAKÓW! ZAKLĘCIA NIE DZIAŁAJĄ!
Nagle pojawiła się Kantia. Co ona tu robi? Nagle stworzyła chmurę i Skórniaki zniknęły. Ale czemu! Rozumiem, że to moja babcia [Nie śmiać się. Ty Dymitr, jesteś moim kuzynem od bogów więc cichaj!
-A nie, bo ja jestem twoim wujkiem. HAHA!-
To był Dymitr.]
Po kilku lekcjach wreszcie miałem wolne. To pogram sobie w GTA V. Wreszcie. Lub sobie poczaruję. Wiem! Zobaczę moich znajomych z kraju wody. Dawno ich nie widziałem. Wziąłem kulkę teleportacyjną. Ale najpierw trza dać im sygnał. Miałem gdzieś tą bransoletkę. Mam. Nacisnąłem i zaświeciła się. Więc tak. Najpierw muszę się zmienić w jednego z nich, a potem się teleportować. Skupiłem się. Nagle dwa bicze z jakiejś sieci we mnie uderzyły. Teraz muszę się teleportować.
-Teleportacja!
Zacząłem podróżować. Widziałem świat mojej matki, jak i też świat Maranama. Panował tam
większy nieład niż zwykle. Przeszedłem przez membranę międzyświatową. I jestem.
Wyrosły mi płetwy i ogólnie wyglądałem rybio. Woda zabulgotała i zjawił się mój znajomy.
-Cześć Will!-
-Cześć Khal. Oczywiście musiałeś zmienić postać. Masz ze sobą maskę?-
-Nom. Niech będzie, ale później. Powiedz mi co się dzieje w Sehri-
-Normalnie jest. Lecz coś się dziwnego dzieje się w Królestwie Natury. Jak ostatni raz tam byłem, to co najmniej 1/5 miasta jest w metalu. A u ciebie?-
-U mnie OK. Lecz Chaos zaczyna coraz częściej się wlewać-
-Chaos? Jak to?!-
-Po prostu. Np. czytam książkę, a tu nagle pojawia się dziura-
-Dziura?-
-Do Morza Chaosu-
Nagle poczułem, że moja kulka teleportacyjna zadrżała. Najwyraźniej ktoś się dobijał. Wtem wyleciała z mojej kieszeni i otworzyła przejście. Powiedziała zimnym, kobiecym głosem.
-Twój przyrząd został zepsuty z powodu Wody Chaosu. Możesz przejść przez gałęzie Wszechdrzewa-
-Muszę lecieć. To zobaczymy się później-
-Pa. Posłuchaj! Mam znajomego, krasnoluda. Meldorg. On też musi przejść do swojego wymiaru-
-Meldorg? Przecież to mój przyjaciel! Gdzie ma wyruszyć?-
-Do Marnetriamu-
-OK. To... pa.- Powiedziałem.
-Pa-
Zmieniłem się w siebie i wszedłem do portalu. Nie lubię łazić po gałęziach drzewa. Poza tym, niektóre były spalone lub zatrute. Czy to przez ostatnie wydarzenie? Nie wiem. Wiatr był silny. Zawsze pień drzewa był dziwny. Tam, gdzie były dziury, pojawiało się światło. Normalnie jak ekran telewizyjny. Przepraszam. Jak zyliony ekranów telewizyjnych. Znalazłem wyjątkowo dużą dziurę, która świeciła na zielono-niebiesko. Ziemia. Wskoczyłem. Coś mnie zaczęło trzymać.
-Khal, tam jest pusty wymiar. A ten blask, to pułapka- Powiedział niski, głęboki głos.
Wyskoczyłem. Zauważyłem krasnoluda mojej wysokości, z brodą i okularami.
-Meldorg! Stary, gdzie ty byłeś! I po co ci okulary?-
-Widzisz, byłem w Sehri. A wiesz co światło mogłoby ze mną zrobić.-
-No tak. A... co tam dokładnie jest?- Wskazałem na poświatę.
-Pusty wymiar, lub miejsce wypełnione Chaosem.-
-Musimy przejść na tamtą gałąź.- Wskazał na konar.
Szliśmy. Kilka razy prawie spadłem, więc zmieniłem się w smoka. Coraz częściej otwierały się dziury. Jest! Zmieniłem się w siebie.
-No, to wskakuj do Marnetriamu-
-OK-
Ciało Meldorga zniknęło w konarze. Nagle zauważyłem, że miałem zaczepiony sznur na nodze. Chwila. Nie przeżyję tam minuty. Sznur na szczęście jest długi. Czar obronny!
-GRANA KURD!!!-
Było ciemno. Ja świeciłem na zielono, a i tak bardzo mało widziałem.
-Oczowidz-
Zauważyłem wielkie góry i potwory. Aż nagle się obudziłem. What?! Okazało się, że leżałem na granicy między gałęziął a wymiarem. Lina zniknęła. Aż nagle się teleportowałem. Znalazłem się w pokoju. Bolała mnie głowa. Chris stał w drzwiach. Jego ręka była z metalu.
-Uratowałem ci 3 raz życie-
-Dzięki. Co z...-
-Moją ręką? Ukształtowała się. Okazało się, że zbyt dużo magii użyłem. Więc, musiałem coś poświęcić. Jutro mamy wolne-
-Świetnie-
-Lecę do pokoju-
Zmienił się w chmurę.
Ten dzień był dziwny. Czy jutro będzie lepiej?
-Maat!
Tylko mała część energii była użyta, chodź zakręciło mi się w głowie. Dziura zniknęła. Chwila. To były Skórniaki!
-Uwaga, to są Skórniaki! Przehandlowały życie za pomoc złu. I nie pozwólcie, by jakiś was dotknął. Zmienią się w was, a wy rozłożycie się w nich. Ale wystarczy proste zaklęcie. Prohibere Malum!-
Ale tylko kilka zniknęło. Coś jest nie tak. Wziąłem megafon.
-SOS! ATAK SKÓRNIAKÓW! ZAKLĘCIA NIE DZIAŁAJĄ! SOS! POWTARZAM! ATAK SKÓRNIAKÓW! ZAKLĘCIA NIE DZIAŁAJĄ!
Nagle pojawiła się Kantia. Co ona tu robi? Nagle stworzyła chmurę i Skórniaki zniknęły. Ale czemu! Rozumiem, że to moja babcia [Nie śmiać się. Ty Dymitr, jesteś moim kuzynem od bogów więc cichaj!
-A nie, bo ja jestem twoim wujkiem. HAHA!-
To był Dymitr.]
Po kilku lekcjach wreszcie miałem wolne. To pogram sobie w GTA V. Wreszcie. Lub sobie poczaruję. Wiem! Zobaczę moich znajomych z kraju wody. Dawno ich nie widziałem. Wziąłem kulkę teleportacyjną. Ale najpierw trza dać im sygnał. Miałem gdzieś tą bransoletkę. Mam. Nacisnąłem i zaświeciła się. Więc tak. Najpierw muszę się zmienić w jednego z nich, a potem się teleportować. Skupiłem się. Nagle dwa bicze z jakiejś sieci we mnie uderzyły. Teraz muszę się teleportować.
-Teleportacja!
Zacząłem podróżować. Widziałem świat mojej matki, jak i też świat Maranama. Panował tam
większy nieład niż zwykle. Przeszedłem przez membranę międzyświatową. I jestem.
Wyrosły mi płetwy i ogólnie wyglądałem rybio. Woda zabulgotała i zjawił się mój znajomy.
-Cześć Will!-
-Cześć Khal. Oczywiście musiałeś zmienić postać. Masz ze sobą maskę?-
-Nom. Niech będzie, ale później. Powiedz mi co się dzieje w Sehri-
-Normalnie jest. Lecz coś się dziwnego dzieje się w Królestwie Natury. Jak ostatni raz tam byłem, to co najmniej 1/5 miasta jest w metalu. A u ciebie?-
-U mnie OK. Lecz Chaos zaczyna coraz częściej się wlewać-
-Chaos? Jak to?!-
-Po prostu. Np. czytam książkę, a tu nagle pojawia się dziura-
-Dziura?-
-Do Morza Chaosu-
Nagle poczułem, że moja kulka teleportacyjna zadrżała. Najwyraźniej ktoś się dobijał. Wtem wyleciała z mojej kieszeni i otworzyła przejście. Powiedziała zimnym, kobiecym głosem.
-Twój przyrząd został zepsuty z powodu Wody Chaosu. Możesz przejść przez gałęzie Wszechdrzewa-
-Muszę lecieć. To zobaczymy się później-
-Pa. Posłuchaj! Mam znajomego, krasnoluda. Meldorg. On też musi przejść do swojego wymiaru-
-Meldorg? Przecież to mój przyjaciel! Gdzie ma wyruszyć?-
-Do Marnetriamu-
-OK. To... pa.- Powiedziałem.
-Pa-
Zmieniłem się w siebie i wszedłem do portalu. Nie lubię łazić po gałęziach drzewa. Poza tym, niektóre były spalone lub zatrute. Czy to przez ostatnie wydarzenie? Nie wiem. Wiatr był silny. Zawsze pień drzewa był dziwny. Tam, gdzie były dziury, pojawiało się światło. Normalnie jak ekran telewizyjny. Przepraszam. Jak zyliony ekranów telewizyjnych. Znalazłem wyjątkowo dużą dziurę, która świeciła na zielono-niebiesko. Ziemia. Wskoczyłem. Coś mnie zaczęło trzymać.
-Khal, tam jest pusty wymiar. A ten blask, to pułapka- Powiedział niski, głęboki głos.
Wyskoczyłem. Zauważyłem krasnoluda mojej wysokości, z brodą i okularami.
-Meldorg! Stary, gdzie ty byłeś! I po co ci okulary?-
-Widzisz, byłem w Sehri. A wiesz co światło mogłoby ze mną zrobić.-
-No tak. A... co tam dokładnie jest?- Wskazałem na poświatę.
-Pusty wymiar, lub miejsce wypełnione Chaosem.-
-Musimy przejść na tamtą gałąź.- Wskazał na konar.
Szliśmy. Kilka razy prawie spadłem, więc zmieniłem się w smoka. Coraz częściej otwierały się dziury. Jest! Zmieniłem się w siebie.
-No, to wskakuj do Marnetriamu-
-OK-
Ciało Meldorga zniknęło w konarze. Nagle zauważyłem, że miałem zaczepiony sznur na nodze. Chwila. Nie przeżyję tam minuty. Sznur na szczęście jest długi. Czar obronny!
-GRANA KURD!!!-
Było ciemno. Ja świeciłem na zielono, a i tak bardzo mało widziałem.
-Oczowidz-
Zauważyłem wielkie góry i potwory. Aż nagle się obudziłem. What?! Okazało się, że leżałem na granicy między gałęziął a wymiarem. Lina zniknęła. Aż nagle się teleportowałem. Znalazłem się w pokoju. Bolała mnie głowa. Chris stał w drzwiach. Jego ręka była z metalu.
-Uratowałem ci 3 raz życie-
-Dzięki. Co z...-
-Moją ręką? Ukształtowała się. Okazało się, że zbyt dużo magii użyłem. Więc, musiałem coś poświęcić. Jutro mamy wolne-
-Świetnie-
-Lecę do pokoju-
Zmienił się w chmurę.
Ten dzień był dziwny. Czy jutro będzie lepiej?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz