sobota, 16 stycznia 2016

Bogowie z Sehri według Dymitra Ivanowa (cz.1)

"Moim synem jest drzewo"?

Znacie mnie? Jestem Dymitr Ivanow. Tak, ten Dymitr co świat uratował. Ale koniec z przechwałkami.
  Na początku nie było niczego. Była tylko pustka. Nagle powstał Tiparinislis, czyli mgła. Potem ta mgła uzyskała świadomość. Niestety. Swój "mózg" (czyli ta bardziej udana część) zmieniła w Kosmos.
[Panie Ivanow, ale jak on się podzielił na 17 światów?]
[Wyjaśnię później.]
Potem wziął do ręki nóż, i pociachał się nim. Jak nastolatka z probemami. Krije (czyli boska krew)
polała się i zmieniła się w kobietę, czyli Chaos. Nudziło im się. Łazili w te i wewte, a nic nie było, nie licząc mgły. I zagadali. Gadali tak i gadali, a to zmieniło się w prawdziwy związek. Aż chcieli się... nie powiem tego, bo za młodzi jesteście. Ja też jestem za młody. Tworzyli miłość. Dosłownie i w przenośni, bo to wtedy powstała para miłości, czyli... moja ciocia i wujek (nie proś mnie, żebym ci wyjaśniał genealogię bogów. Kiedy to robiłem, musiano mi przywracać duszę). Aż nagle, ni stąd ni zowąd powstał kawałek skały. Chaos go urodziła, i wyrosła roślinka.
[Panie Dymitrze, a jak to urodziła?]
[Czy ja wyglądam na genealoga lub boskologa?]
-Moim synem jest drzewo?! Dzieci w szkole będą się wyśmiewać z niego.- Krzyknął Kosmos zdziwiony.
-Uspokój się. Szkoły nie wynaleziono.-
-Żądam rozwodu!-
-Kochanie, rozwodu też jeszcze nie wynaleziono.-
Odwrócił się i coś tam gadał.
-A poza tym, podobno nasze dzieci spowodują, że wyrośnie. A teraz bądź cicho.-
A potem narodziła się Wielka 6. Tak ich nazywam. Czyli: Tannir (woda), Palaivia (ziemia), Tis Agnia (ogień), Gali (powietrze), Maranam (mrok) i Kantia (światło). Zauważyli starszego brata.
I dzieci uczyły się różnych magii. Czyli 4. Magia Chaosu, Mgły, Kosmosu i Miłości. Ale nikomu nie przypadło to do gustu. Miały własny plan. Tak szczerze, to był pomysł Kantii, z którym się nikim nie podzieliła.
Gdy stały się dorosłe, chciały mieć jakieś pole do popisu. Światło podzieliła się pomysłem z Parą Miłości, ale oni nie chcieli mieć własnego wymiaru. Woleli rozprowadzać miłość.
-Może zrobimy z niego domek?- Powiedział Maranam.
-Albo łódź.- Odpowiedział Tannir.
-Albo pomóżmy mu! Zróbmy z niego drzewo wymiarów!-Rzekła Kantia.
-COO?!- Krzyknęła pozostała 5.
-Ale, co z łódką?-
-Lepszy wiatrak. Mów Kantia, o co ci chodzi?- Powiedział Gali.
I wytłumaczyła im pomysł. Po kilku dniach powiedzieli o tym rodzicom i byli szczęśliwi. A potem... Powiem wam w następnym rozdziale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz