Nowy, Wspaniały Świat
Rozdział 1
A o to moja historia
Cześć. Jestem Chris La Rue
Mamy 2495 rok. Była zaraza. Wielka zaraza. Zmarło 70% ludzi, a 25% zmutowało w potwory. Czy ja zmutowałem? Tak. Pozostałe 5% zyskało moce. Jaką ja mam? Umiem tworzyć pola ochronne, zmieniać postać i zyskiwać zdolności i dzięki Przekaźnikowi umiem robić coś podobnego do czarowania. A, i teleportacja czasowa, chodź tego się nauczyłem. Ci co zostali podzielili się na dwie frakcje. Wanowie, czyli osoby o krępej budowie, którzy stali się "dzicy" a raczej są związani z naturą. Miasta na koronach drzew, Na przykład. Są też Asowie, czyli osoby wysokie, silne, inteligentne. Mamy bardzo rozwiniętą technologię. Czy miasta się zachowały? Nie. Miasta w stylu Nowy Jork, Paryż są ruinami. Witajcie w mym domu!
-Chris, tam są potwory, czy coś.- Powiedziała moja siostra, Clarisse.
-Zmienię się w pszczołę. OK?-
-OK-
Poczułem, że się zmniejszam. Wyrosły mi skrzydła. Żądło też. Stałem się pszczołą! Jej! Może jednak orzeł? Powiększyłem się, wyrósł mi dziób. Straciłem 2 pary nóg, które zmieniły się w skrzydła. Nogi zyskały pazury.
To są ludzie.
Jeden Wan, 2 Asów i jeden potwór. Wygląda jak pies. Okrążyłem ich 3 razy i wróciłem do obozowiska. Zmieniłem się w siebie.
-Wan, dwóch Asów i pies. Chyba.-
-Chyba?-
-Przecież może to być monstrum, czy coś-
Ile lat ma Clarisse? 13.
Byli 10 metrów od nas. Aż nagle poczułem chłód. Powietrze zamigotało i pojawiły się 2 mutanty, Pożeracze. Wysysają szczęście. Tamci zemdleli, a Clarisse nic nie mogła zrobić, bo ona ma moc superszybkości i iluzji. Co mogę zrobić! Może ten czar? Pomyślałem o tym, jak było normalnie 4 lata temu.
-Expecto Patronum!
Z przekaźnika wyleciało widmo psa. Mutanci zniknęli. Zaleciało Harrym Potterem. No co, był modny do Wielkiej Zarazy.
Pobiegłem do tamtej grupy. Obudzili się.
-Kim jesteś!- Powiedziała dziewczyna.
Podniosłem ręce w pojednawczym celu.
-Jestem Chris La Rue. A to moja siostra, Clarisse La Rue.-
-Zajechało Percy'm Jackson'em.-
No co, też był modny.
-Co?-
-Nic. Ja jestem Nicole i jestem Asem. To jest Han, który jest Wanem, bardzo inteligentnym. A to James. Też As i nasz przywódca, chodź teraz był chory, więc stracił głos.-Spytała Nicole.-Macie jakieś zapasy?-
-5 osób? Wystarczy na jakieś 2 dni. Mógłbym polecieć po żywność.
Zmieniłem się w kanię (takiego ptaka). Wzrok mi się wyostrzył. Wiecie, jaka jest budowa ptaka drapieżnego. Okrążyłem dwa razy obozowisko i poleciałem w kierunku Nowego Jorku.
Ruina.
To jedyne adekwatne słowo na określenie tej 700 milionowej metropolii. Wielkie kilkunastokilometrowe Arkologie są siedliskiem potworów i wielkimi lasami. Lecz czasem się zdarzy, że znajdę Pakiety Żywieniowe. A nawet może być gdzieś nektar (napój uzdrawiający) i HoSnack (batonik leczący). Zmieniłem się w zmutowaną sowę. Zmutowana, bo widzi 200 razy lepiej niż człowiek. Mam Pakiet! Nawet kilka. Powinno wystarczyć na tydzień. 4 batoniki i 5 termosów. Najwyraźniej właściciel zmarł. Zauważyłem ciało. Łe! Wylądowałem i zabrałem plecak z zapasami. Zmieniłem się w sokoła. Pewnie myślicie jak latałem z plecakiem? Wziąłem go w pazury. Leciałem z 5 minut. Wzleciałem na 400 metrów i zacząłem pikować. Nurkowałem 10 sekund. 2 metry nad ziemią malowniczo zmieniłem kształt i wylądowałem. Porada. Nie skaczcie z wyprostowanymi nogami.
-AUŁ!
-Pokaż plecak.- Powiedział Han.-Co masz.
-Sklep u Chrisa otwarty! 30 pakietów + 5 półlitrowych termosów z nektarem + 4 duże batony HoSnack!-
-Skąd masz tyle żywności?!- Spytała siostra.
-Znalazłem. Clarisse, weź zagotuj wody na 5 osób.
-OK.
-Ja rzucę pole ochronne. Nicole, ty… o co chodzi?!
Jej oczy zrobiły się zielone.
- 5 pozostałych
Którzy zniszczą Pradawnych
Stworzy Nowy, Wspaniały Świat.
Odtworzy to co zniszczone,
Pomogą w tym, co ważne.-
-Chyba wysłuchaliśmy nowej przepowiedni.- Powiedział James.
-Przepowiedni? Czy ona...
-Tak. Ona ma moc przepowiadania przyszłości. Od kilku miesięcy ma coraz więcej ataków. Niestety.
-Poza tym… jak odzyskałeś głos?-
-Miałem małą dawkę nektaru i małą kostkę HoSnack’a.
OK… dziwnie się zrobiło. I Ściemnia się. Niedługo przybędą potwory.
-A gdzie wasz pies?- Spytała Clarisse.
-Położył się. I tak, to jest pies. Tylko, że będzie żył jeszcze 40 lat.- Odpowiedział Han.
-Musimy iść do namiotów. Niedługo będą stwory.- Rozkazałem.
Położyliśmy nasze namioty. Wyglądają jak paczki gum. Zaczęły się rozkładać. Rozłożyły się. Nadają się na pomieszczenie dla 6 osób, jest tam łazienka, kuchenka, generator prądu, telewizor (chodź jest tylko 5 kanałów, bo cywilizacja powoli powstaje) i konsola. Pogram sobie… może w ZCOM 8. Ale najpierw pole. Wyszedłem.
A tam jadka.
Potwory. I to dużo. Regeneratorzy, duchy i jakieś stwory, których nie znam.
Było dużo poległych, ale zbliżała się kolejna fala. Skupiłem się. Z mojego Przekaźnika wystrzeliła fala energii i stworzyła bardzo silne pole ochronne. Heksagonalne komórki zaczęły świecić. Monstra się odbijały lub wybuchały. Aż nagle pojawiło się coś niespodziewanego. Bomba pojawiła się kilka milimetrów nad polem pojawiła się bomba dziwności. Zniszczyła pole. Na marginesie. Bomba dziwności powoduję zmianę materii w energię, a energia powoduje wybuch.Oślepiło nas na chwilę.
-Ach! Co to było!- Krzyknąłem
Zauważyłem człowieka z zbroi. Poczułem piekący ból w okolicach serca. Zemdlałem.
Obudziłem się. Widziałem przepiękny widok z okna. Kilka chmur, widok na ocean jak i też na wielką metropolię którą jest cały stan Kalifornia. Tu jest główne miasto Asów. Mieszkało tu 2 miliardy ludzi, lecz teraz mieszka 20,3 miliony. Mało dość. Znam to miejsce. Wielka Arkologia Zachodnia. 15 kilometrów wysokości. Wolałem jednak udawać, że nie wiem nic.
-Co się stało? Gdzie ja jestem?-
Usłyszałem trzask. Nagle pojawił się ten gość w zbroi. Miał chyba 35 lat i jego twarz przecinała długa blizna, jak po ataku głosownika (to taki ptak, który umie robić baaardzo duże i trudne do wyleczenia rany + jego pazury są pokryte jadem).
- Wielka Arkologia Zachodnia, poziom szpitalny. 9000 metrów nad poziomem morza. Prawie zmarłeś.-
-Jak to!-
-Widzisz, kilka razy zmieniałeś postać co spowodowało wykorzystanie ⅙ energii. Potem Wykorzystałeś na bardzo silne pole ochronne 11/12 tolerancji, jeszcze zaklęcie. Ten ból był przez to, że twój organizm chciał cofnąć się w czasie. Ale też dostałeś promieniem ogłuszającym.
-Dopiero teraz mi się przypomniało. Co ze stacjami w Układzie Słonecznym i na Alfa Centauri?
-Stacje są zniszczone i nie wiemy. Równie dobrze mogły mieć niepodległość.
-A co z Clarisse i Nicole?
-Wszystko OK. Tylko, że u Jamesa znaleziono kilka bakterii z Zarazy. Han... nie wiemy. A teraz możesz sobie pochodzić po budynku.
James chory. Hanowi coś się stało. To źle. Mój szlafrok zmienił się w czyste ubranie. Czarne buty sportowe, jeansy i biała koszula. Wyczułem w kieszeni, że mam coś kwadratowego. Znalazłem generator pola. Gdzie Przekaźnik! Wróciłem do pokoju. Zmienił się. Teraz wyglądał jak mój pokój przed epidemią. Urządzenie było na stole. Wziąłem je i wybiegłem. Pojawił się plan budynku. Winda jest za 20 metrów, a na tym poziomie jest taras widokowy. Może… poszukam Clar (skrót od Clarisse. Chyba wiecie o co chodzi). Zauważyłem tego gościa z blizną.
-Gdzie Clar?-
-Obok twojego pokoju-
Otworzyłem. Nie było jej. Zauważyłem tylko komunikator.
-BUUU!-
Pojawiła się siostra. Jak ja nie lubię, gdy mi tak robi.
-Przestraszyłaś mnie! Yhh! Idziemy do knajpki?-
-Mamy pieniądze?-
-Spokojnie, mam zapasowe hajsiwo na koncie-
Wyszliśmy. Gdzie był poziom handlowy. Otworzyłem mapę holograficzną.
-Siostruś, wolisz wykwintne dania, czy coś bardziej “przyziemnego”?-
-Raczej… coś wyszukanego-
-Mapa. Restauracje. Poziom handlowy dla zamożnych-
-Winda za 14 metrów. Piętro 7134 czyli 1000 pięter w dół. Potem…-
-Stop! Powiesz później-
Winda była… przepiękna, według mnie. Był widok na każde piętro. Holo-ekran pokazywał piętra. Chodź nie widziałem zbytnio szczegółów na piętrach, bo pędziliśmy z prędkością 14000 km/h. Lecz muzyka i tak była fatalna. Park wodny. Plaża. Góry. WOW. Zapomniałem już, jak to jest w takim mieście.
-Piętro 6134, poziom handlowy dla zamożnych.- Powiedział zimny kobiecy głos.
Otworzyłem mapę.
-Typ restauracji-
-Centauriszczyzna czy może Księżczyzna?- Szepnąłem do Clar.
-Centauriszczyzna.- Wybrała.
-Kuchnia z planety Alfa Centauri C. Proszę skręcić w prawo teraz-
Skręciliśmy.
Przed oczami pojawił się nam lokal. Najdziwniejsze było to, że grawitacja była tam o połowę mniejsza niż normalnie. Był taras widokowy. Nawet były teleportery, które przenosiły potrawy. Usiedliśmy. Pojawił się holo-kelner.
-Co podać?
Pojawiła się holo-karta. Było bardzo dużo potraw.
-Poproszę pieczeń po Kalicharniańsku, zupę z ogniokrzewu i Nuka-Colę.- Poprosiłem.
-A ja… pierogi z farszem poligoria i Nuka-Colę.-
Karta zniknęła. Kelner też, lecz zauważyłem ognika (takie stworzonko z ognia) jednak wydawało mi się. Usłyszałem pytanie jakiegoś Asa.
-Dlaczego ta restauracja nazywa się “Wielkie Oczy”?-
-Dowie się pan jak dam rachunek-
Ciekawe. Dobrze, że zostało mi jakieś 1000 Kornetów. Zauważyłem błysk na mojej stronie stołu. Pojawiły się moje potrawy. Mmm… pycha! Poczułem wstrząs.
-Co się dzieje!- Usłyszałem głosy.
Pojawiła się bomba, nie inaczej. One mnie chyba uwielbiają. Poczułem piekący ból w okolicach brzucha. I oczywiście zemdlałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz