niedziela, 7 lutego 2016

The Elementary (cz.5)

 Nicole
[Cicho! Poza tym, kobieca intuicja mówi mi, że będzie brzydka pogoda.]
[Kobieca intuicja, która nazywa się internetem. Do mikrofonu dorwał się Dymitr :) .]
Według Khala jest bardzo źle. Przesadza. Jest o wiele gorzej. Ostatnio, gdy byłam w Tisagnii... temperatura opadła do poziomu 600 stopni. Fahrenheita, dodam. Dla was może być dużo, ale to... bardzo mało. Czyli jest źle. Po prostu. Właśnie, może spojrzę jak tam jest. Wzięłam Ognika, mojego feniksa. Ściągnęłam z szafki kulkę.
-Pałac Tis Agnii-
Świat zawirował. Poczułam mdłości. To co zobaczyłam, było przerażające.
Padał śnieg. Żałowałam, że nie wzięłam kurtki. W niektórych miejscach ogniste olbrzymy rozgrzewały powietrze, ale bardzo słabo. Ognik zmienił się w żywy ogień i położył mi się na ramieniu.
-Umilio.- Mruknęłam.
Z różdżki wyskoczył płomień. Jednak zniknął po kilku sekundach. Miałam dziwny, a nawet chory pomysł. Mogłabym umrzeć.
-Maat! Ti!-
Wykorzystałam dwa boskie słowa. Usłyszałam trzask i pojawił się Dymitr. Lód poleciał na nas i wszyscy zginęliśmy.

HAHAHA! Nie.
Byłam na jakiejś latającej wyspie. Obok mnie medytował Dymitr. Medytował? On przecież miał ADHD i nawet nie umie usiedzieć 10 minut na spotkaniach.
Pojawił się Ognik. Trzymał kosz z jedzeniem. Poczułam ssanie w żołądku. Czułam się tak, jakbym nie jadła 4 dni.
-Dym, zjesz coś?-
Nad jego rękoma pojawił się jakiś jadowitozielony gaz. Zniknął, a syn Galiego upadł na skałę.
-Co... jedzenie?!-
-Tak-
Usiadł. Wyglądał słodko, gdy jego włosy były w nieładzie. Pamiętam, jak musieliśmy utrzymywać Sehri. Pamiątką po tym był szary kosmyk u mnie i Dymitra. Chyba się zakochałam...
-Żeś mnie wytrąciła z uwagi. Prawie udało mi się wytworzyć amoniak!
-Gdzie jesteśmy?
-Zemdlałaś i bardzo szybko teleportowałem nas do Galierdu. Prawie zginęłaś.
-Dzięki.
Usłyszałam szelest.
-Dym...
-Tak?
-Też to słyszysz?
-Nie. A co?
-Wydawało mi się... nic.
Nagle coś wyskoczyło z krzaków. Zaatakowało to mnie i Dymitra. Coś zaświeciło i oślepłam.
-NIC NIE WIDZĘ!!!- Krzyknęłam.
Poczułam przeszywający ból w okolicach szyi. Czułam, że umieram.

Zauważyłam Dymitra. Byłam w Neher. Na marginesie. Neher to coś jak ciasto. Ma kilka warstw. Syn powietrza miał mroczną aurę. Pamiętam, jak jakiś potwór spowodował, że on przeszedł na stronę Mroku. Prawie zabił Sylvię, Alexa, Hansa i Chrisa. Ale była inna. Ręka z bardzo długimi palcami znalazła się na jego ramieniu. Był to Maranam. Bóg mroku. Uśmiechnął się zimno.
-Przejdzie na moją stronę. Odrodzę się-
Obudziłam się. Byłam w szpitalu. Pojawił się Alex.
-Dymitr zniknął. Prawie umarłaś.
-Wiem. A, co nas zaatakowało?
-Najwyraźniej Życiożercy. Podobno ktoś zobaczył Dymitra.
-Wiem gdzie on jest. Poprowadzę misję.
-Nie możesz. Jesteś teraz bardzo słaba. Nie dałabyś rady przywołać iskry.
-To użyj zaklęcia leczenia.
-No...
-Rób to!
-Panajakhana maxima!
Z jego różdżki wystrzelił promień. Poczułam się... lepiej. Wstałam. Uległam zapłonowi. Pojawiłam się w apartamencie. Szybko się przebrałam, spakowałam plecak i... gdzie moja kulka?
-O Tis Agnio, królowo bogów. Proszę, otwórz Drzwi dla twej córki, Nicole La Brun.
Przestrzeń się wybrzuszyła i na ścianie pojawiły się czarne, duże drzwi. Jak w tej szafie w Narni. Znalazłam list. Zaczęłam czytać.
Nicole, moja córko. Jak widzisz, mój świat jest powoli niszczony. Ja sama mam wielki problem, żeby skupić się w jednym miejscu. Nie zapomnę o tobie.
Kocham cię.
Mama
Pomyślałam, gdzie on może być. Świat powietrza? Może mroku?
-Grana Kurd.
Wokół mnie pojawiły się heksagonalne komórki.
-Marnetriam, pałac Maranama.
Zauważyłam fioletowy blask. Wskoczyłam.
Pojawiłam się. Dzięki bogom, że widzę w ciemności. Chodź tutaj i tak było baaardzo ciemno Zauważyłam drzwi. Wolałam jednak zmienić się w malutki ogień. Gdzie jest Dymitr. Znalazłam Maranama. Rozmawiał z kimś.
-Powiedz mi, co robi mój syn?
-Prowadzi jakieś zajęcia. Większość z nich to jakieś mikstury.
To był Dymitr.
Wleciałam do biura. Poczułam, że coś nie pozwala mi być w tej formie. Nagle zmieniłam się w siebię.
-Dymitr.
-Tak panie?
-ZABIJ JĄ!!!
Pojawił się koło mnie. Zajżałam w Neher. Jego aura była czarna, jak węgiel. Wolałam nie patrzeć na boga Mroku. Wziął mnie i zaczął przyduszać. Wyjął nóż. Przystawił mi go do gardła. Zaczął go przyciskać. Może dam radę...
-Dymitr. Nie pamiętasz, jak byliśmy razem w Galiardzie? Jak razem walczyliśmy w Sehri? Gdy zniszczyliśmy mroczną bazę? Ja... ja cię kocham.
Jego oczy, które były czarne (całe oczy. Razem z białkem) Zaczęły normalnieć. Oczy przybrały barwę nieba.
-Wampiry- Powiedział Maranam.
Zniknął. Nagle pojawiły się jakieś istoty. Od razu mówię. Nie były jakoś upięknione. Byli to ludzie, chodź byli bladzi i mieli czerwone oczy. Jeden tak szybko biegł, że zanim się ruszyłam, to Dymitr leżał z raną na szyi i widziałam jak jad przechodził po ciele. Zauważyłam chmurę, lecz byłam szybsza. Stworzyłam kulę ognia i go spaliłam. Wszystkie stwory zniknęły.
-Dymitr!
Przestał się ruszać. Jad przeszedł prawie przez całe ciało. Nie mógł stać się taki jak oni. Poszukałam w plecaku.
-Gdzie to jest! MAM!!!
Podałam mu łzy jednorożca. Jad zaczął znikać. Dymitr zaczął kaszleć.
-Dymitr!!!
-Co jest?
-Dziabnął cię wampir.
-To co mówiłaś... naprawdę się we mnie zakochałaś?
-Tak!
Usłyszałam trzask. Pojawił się Reyon i jego koleżanka.
-Dymitr! Co ci się stało?
-Wampir go ugryzł. Dałam mu łzy jednorożca.
-Niestety, będzie miał niektóre ich cechy. Będzie szybszy, silniejszy, inteligentniejszy, będzie żył dłużej i będzie wolał mięso.- Powiedziała dziewczyna.
-A, to jest moja żona. Laetia, nimfa światła. Chodźmy już do Akademii.
Otworzyły się Drzwi.
-Reyon? Tylko bogowie potrafią stworzyć takie drzwi.- Powiedział Dymitr.
-Ach tak. Dostałem podarunek. Jestem teraz bogiem pokoju i magii.
-To... ROBIMY IMPREZĘ!!!- Krzyknął mój chłopak.
Zniknęliśmy.
Okazało się, że w naszym biurze chłopaki zebrali jedzenie i przygotowali wszystko. Kilkanaście litrów różnych napojów, 4 piętrowy tort, i dużo jedzenia.
-WOOOW! Ludzie! Dziękuję wam, dzieci. Ale skąd to macie?-
-Więc tak. Christopher, ja, Hans i Jason i Cleo i Elie włamaliśmy się do Fort Knox...- Powiedział Han.
-A Alicia i Padma przyróciły złoto...- Ciągnął Han.
-A Khal i Sylvia zrobili to ciasto.- Dociągnął Han.
I zaczęła się impreza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz