niedziela, 31 stycznia 2016

The Elementary (cz.4)

 Khal
[Koniec. Ja jeszcze nie miałem własnej części nagrania. ]
[Khal, czemu ty!]
Ach, tak. Christopher wrócił z Setenalu i jego skóra była bardzo gorąca. Powiem tyle, dymiła. Teraz nawet zaklęcie latarki spowodowało by spalenie jego ciała. Coraz częściej otwierają się dziury do Morza Chaosu, lecz na szczęście prawie nigdy nie wlewa się czysty Chaos. Dzisiaj lekcja treningu animoji. Przed chwilą przez megafon zapowiedziałem ją. Już są wszyscy, na szczęście kilkanaście uczniów umie się teleportować.
-OK, więc teraz powiem czar którego powinniście się nauczyć. Serapeng!-
Z mojej różdżki wystrzelił strumyk i cała sala zmieniła się w polanę. Dach i ściany zniknęły.
-Wyjmijcie swoje Madi i je otwórzcie-
Teraz polana była pokryta mgłą. Wszystkie animoje się zmaterializowały. Otworzyłem swoje jajo. Mój smok. Bardzo lubię smoki. Nagle otworzyła się dziura. Była czarna. Wyleciała z niej chmura.
-Maat!
Tylko mała część energii była użyta, chodź zakręciło mi się w głowie. Dziura zniknęła. Chwila. To były Skórniaki!
-Uwaga, to są Skórniaki! Przehandlowały życie za pomoc złu. I nie pozwólcie, by jakiś was dotknął. Zmienią się w was, a wy rozłożycie się w nich. Ale wystarczy proste zaklęcie. Prohibere Malum!-
Ale tylko kilka zniknęło. Coś jest nie tak. Wziąłem megafon.
-SOS! ATAK SKÓRNIAKÓW! ZAKLĘCIA NIE DZIAŁAJĄ! SOS! POWTARZAM! ATAK SKÓRNIAKÓW! ZAKLĘCIA NIE DZIAŁAJĄ!
Nagle pojawiła się Kantia. Co ona tu robi? Nagle stworzyła chmurę i Skórniaki zniknęły. Ale czemu! Rozumiem, że to moja babcia [Nie śmiać się. Ty Dymitr, jesteś moim kuzynem od bogów więc cichaj!
-A nie, bo ja jestem twoim wujkiem. HAHA!-
To był Dymitr.]

Po kilku lekcjach wreszcie miałem wolne. To pogram sobie w GTA V. Wreszcie. Lub sobie poczaruję. Wiem! Zobaczę moich znajomych z kraju wody. Dawno ich nie widziałem. Wziąłem kulkę teleportacyjną. Ale najpierw trza dać im sygnał. Miałem gdzieś tą bransoletkę. Mam. Nacisnąłem i zaświeciła się. Więc tak. Najpierw muszę się zmienić w jednego z nich, a potem się teleportować. Skupiłem się. Nagle dwa bicze z jakiejś sieci we mnie uderzyły. Teraz muszę się teleportować.
-Teleportacja!
Zacząłem podróżować. Widziałem świat mojej matki, jak i też świat Maranama. Panował tam
większy nieład niż zwykle. Przeszedłem przez membranę międzyświatową. I jestem.
Wyrosły mi płetwy i ogólnie wyglądałem rybio. Woda zabulgotała i zjawił się mój znajomy.
-Cześć Will!-
-Cześć Khal. Oczywiście musiałeś zmienić postać. Masz ze sobą maskę?-
-Nom. Niech będzie, ale później. Powiedz mi co się dzieje w Sehri-
-Normalnie jest. Lecz coś się dziwnego dzieje się w Królestwie Natury. Jak ostatni raz tam byłem, to co najmniej 1/5 miasta jest w metalu. A u ciebie?-
-U mnie OK. Lecz Chaos zaczyna coraz częściej się wlewać-
-Chaos? Jak to?!-
-Po prostu. Np. czytam książkę, a tu nagle pojawia się dziura-
-Dziura?-
-Do Morza Chaosu-
Nagle poczułem, że moja kulka teleportacyjna zadrżała. Najwyraźniej ktoś się dobijał. Wtem wyleciała z mojej kieszeni i otworzyła przejście. Powiedziała zimnym, kobiecym głosem.
-Twój przyrząd został zepsuty z powodu Wody Chaosu. Możesz przejść przez gałęzie Wszechdrzewa-
-Muszę lecieć. To zobaczymy się później-
-Pa. Posłuchaj! Mam znajomego, krasnoluda. Meldorg. On też musi przejść do swojego wymiaru-
-Meldorg? Przecież to mój przyjaciel! Gdzie ma wyruszyć?-
-Do Marnetriamu-
-OK. To... pa.- Powiedziałem.
-Pa-
Zmieniłem się w siebie i wszedłem do portalu. Nie lubię łazić po gałęziach drzewa. Poza tym, niektóre były spalone lub zatrute. Czy to przez ostatnie wydarzenie? Nie wiem. Wiatr był silny. Zawsze pień drzewa był dziwny. Tam, gdzie były dziury, pojawiało się światło. Normalnie jak ekran telewizyjny. Przepraszam. Jak zyliony ekranów telewizyjnych. Znalazłem wyjątkowo dużą dziurę, która świeciła na zielono-niebiesko. Ziemia. Wskoczyłem. Coś mnie zaczęło trzymać.
-Khal, tam jest pusty wymiar. A ten blask, to pułapka- Powiedział niski, głęboki głos.
Wyskoczyłem. Zauważyłem krasnoluda mojej wysokości, z brodą i okularami.
-Meldorg! Stary, gdzie ty byłeś! I po co ci okulary?-
-Widzisz, byłem w Sehri. A wiesz co światło mogłoby ze mną zrobić.-
-No tak. A... co tam dokładnie jest?- Wskazałem na poświatę.
-Pusty wymiar, lub miejsce wypełnione Chaosem.-
-Musimy przejść na tamtą gałąź.- Wskazał na konar.
Szliśmy. Kilka razy prawie spadłem, więc zmieniłem się w smoka. Coraz częściej otwierały się dziury. Jest! Zmieniłem się w siebie.
-No, to wskakuj do Marnetriamu-
-OK-
Ciało Meldorga zniknęło w konarze. Nagle zauważyłem, że miałem zaczepiony sznur na nodze. Chwila. Nie przeżyję tam minuty. Sznur na szczęście jest długi. Czar obronny!
-GRANA KURD!!!-
Było ciemno. Ja świeciłem na zielono, a i tak bardzo mało widziałem.
-Oczowidz-
Zauważyłem wielkie góry i potwory. Aż nagle się obudziłem. What?! Okazało się, że leżałem na granicy między gałęziął a wymiarem. Lina zniknęła. Aż nagle się teleportowałem. Znalazłem się w pokoju. Bolała mnie głowa. Chris stał w drzwiach. Jego ręka była z metalu.
-Uratowałem ci 3 raz życie-
-Dzięki. Co z...-
-Moją ręką? Ukształtowała się. Okazało się, że zbyt dużo magii użyłem. Więc, musiałem coś poświęcić. Jutro mamy wolne-
-Świetnie-
-Lecę do pokoju-
Zmienił się w chmurę.
Ten dzień był dziwny. Czy jutro będzie lepiej?

sobota, 16 stycznia 2016

Bogowie z Sehri według Dymitra Ivanowa (cz.1)

"Moim synem jest drzewo"?

Znacie mnie? Jestem Dymitr Ivanow. Tak, ten Dymitr co świat uratował. Ale koniec z przechwałkami.
  Na początku nie było niczego. Była tylko pustka. Nagle powstał Tiparinislis, czyli mgła. Potem ta mgła uzyskała świadomość. Niestety. Swój "mózg" (czyli ta bardziej udana część) zmieniła w Kosmos.
[Panie Ivanow, ale jak on się podzielił na 17 światów?]
[Wyjaśnię później.]
Potem wziął do ręki nóż, i pociachał się nim. Jak nastolatka z probemami. Krije (czyli boska krew)
polała się i zmieniła się w kobietę, czyli Chaos. Nudziło im się. Łazili w te i wewte, a nic nie było, nie licząc mgły. I zagadali. Gadali tak i gadali, a to zmieniło się w prawdziwy związek. Aż chcieli się... nie powiem tego, bo za młodzi jesteście. Ja też jestem za młody. Tworzyli miłość. Dosłownie i w przenośni, bo to wtedy powstała para miłości, czyli... moja ciocia i wujek (nie proś mnie, żebym ci wyjaśniał genealogię bogów. Kiedy to robiłem, musiano mi przywracać duszę). Aż nagle, ni stąd ni zowąd powstał kawałek skały. Chaos go urodziła, i wyrosła roślinka.
[Panie Dymitrze, a jak to urodziła?]
[Czy ja wyglądam na genealoga lub boskologa?]
-Moim synem jest drzewo?! Dzieci w szkole będą się wyśmiewać z niego.- Krzyknął Kosmos zdziwiony.
-Uspokój się. Szkoły nie wynaleziono.-
-Żądam rozwodu!-
-Kochanie, rozwodu też jeszcze nie wynaleziono.-
Odwrócił się i coś tam gadał.
-A poza tym, podobno nasze dzieci spowodują, że wyrośnie. A teraz bądź cicho.-
A potem narodziła się Wielka 6. Tak ich nazywam. Czyli: Tannir (woda), Palaivia (ziemia), Tis Agnia (ogień), Gali (powietrze), Maranam (mrok) i Kantia (światło). Zauważyli starszego brata.
I dzieci uczyły się różnych magii. Czyli 4. Magia Chaosu, Mgły, Kosmosu i Miłości. Ale nikomu nie przypadło to do gustu. Miały własny plan. Tak szczerze, to był pomysł Kantii, z którym się nikim nie podzieliła.
Gdy stały się dorosłe, chciały mieć jakieś pole do popisu. Światło podzieliła się pomysłem z Parą Miłości, ale oni nie chcieli mieć własnego wymiaru. Woleli rozprowadzać miłość.
-Może zrobimy z niego domek?- Powiedział Maranam.
-Albo łódź.- Odpowiedział Tannir.
-Albo pomóżmy mu! Zróbmy z niego drzewo wymiarów!-Rzekła Kantia.
-COO?!- Krzyknęła pozostała 5.
-Ale, co z łódką?-
-Lepszy wiatrak. Mów Kantia, o co ci chodzi?- Powiedział Gali.
I wytłumaczyła im pomysł. Po kilku dniach powiedzieli o tym rodzicom i byli szczęśliwi. A potem... Powiem wam w następnym rozdziale.

wtorek, 5 stycznia 2016

The Elementary (cz. 3)

Christopher
[Alex, Dymitr, dziękuję wam, że mogę opowiedzieć jeden z ciekawszych momentów.]
A, tak. Lekcja magii zaczyna się za 2 minut. Dziś będziemy się uczyć o polach ochronnych. Wziąłem megafon.
-GRUPA ENERGII DO SALI CZARÓW NR 5! POWTARZAM GRUPA ENERGII DO SALI CZARÓW NR 5!
Czekałem jedynie minutę a większość uczniów się zebrała. Jest dzwonek. Weszliśmy do klasy.
-OK, więc dzisiaj będziemy się uczyć zaklęcia tarczy. Wszyscy dobierają się w pary i każdy próbuje rzucić czar 5 sekundowej ślepoty.
Dobieranie się w pary zajęło kilka minut.
-Pamiętacie inkantancję do czaru ślepoty?-
-Nie.- Mruknęli uczniowie.
Wziąłem komunikator do ręki.
-Hans, możesz pokazać jak się rzuca czar ślepoty?-
-Dobrze.-
Po kilkunastu sekundach przestrzeń zmieniła się w ciemny dym z którego wyszedł Hans.
-Witajcie uczniowie. A tak rzuca się to zaklęcie. Andatham Aidu!-
Światło zgasło! Nic nie widzę. Już widzę. AAA! Prawie wpadłem do międzymiaru! 
-A teraz zaprezentujemy pojedynek. Hans rzuci jakiś czar mroku, a ja wytworzę pole ochronne. Pamiętajcie, że jeżeli ktoś rzuca silne zaklęcie to pole je osłabi, ale nie odbije. Więc wtedy się wykorzystuje inkantacje Gran Kaixa lub Grana Kurd. Ale dziś wykorzystujemy po prostu Grana.
Wyjąłem różdżkę. Ciekawe jaki czar wykorzysta Hans.
-Latana!-
-Gran!-
Z różdżki Hansa wyłoniła się wielka mroczna pięść. Chwila. Za mną jest wejście do międzymiaru, a moja tarcza nie da rady!
-Gran Ka... AAA!
Spadłem, odezwał się głosik w mojej głowie. Spadłem i zginę za kilka minut.
-ZAMKNIJ SIĘ!
Czułem, że coś mnie trzyma. Widziałem tylko rękę. Bladą i chudą. To był Hans! Nagle wynurzyłem się z miski. Tak. Miski. Wejście do międzymiaru to miska.
-Hans, pomówimy na przerwie. OK?
Wyszedł. Nie dość, że prawie zginąłem, to jeszcze nie przeprosił.
-No to, ćwiczymy!
***
Długa przerwa. Trwa godzinę i jest moją ulubioną przerwą. Właśnie. Hans. Jak się nazywał czar zmiany w czystą magię?
-Sihir Murni!- Mruknąłem.
Poczułem coś w stylu rozdarcia głowy. Bolało. Jak migrena, czy cuś. Nagle byłem wszędzie. Dosłownie. I tak, widziałem, że potajemnie grasz w CS'a chodź twoi rodzice ci zabronili. Widziałem co się dzieje w Sehri, w boskich i smoczych światach i innych wymiarach. Coś jest nie tak. Stolica natury jest pokryta metalem. Czemu! Może była jakaś wojna? Nie wiem. E tam. Nie powiem Reyonowi. Po co. I tak ma za dużo spraw na głowie. Widziałem Hansa. Był w Neher. Ale czemu? Rozmawiał z czymś. To był chyba jakiś duch. Zmaterializowałem się w niebycie. Dziwne. Incepcja.
-Hans, czemu użyłeś czar który by mnie pośrednio zabił?-
-Przepraszam. Ostatnio coś dziwnego się dzieje z Sehri. Ojciec nie jest już Panem Smierci, tylko ja. A i powiedzieć ci ciekawostkę?-
-No powiedz.-
-Jesteś wnukiem Mroku, więc ja jestem twoim wujkiem. Czy coś w tym stylu.-
-Nie gadaj mi tu o genetyce bogów, bo zawsze się w tym wszystkim mylę. Miałem z tego same jedynki
Pojawiłem się na stołówce. Mam dziś smaka na krewetki. O jest! Makaron z krewetkami. Śmiesznie jest siedzieć przy stole nauczycielskim w wieku 12 lat. Pamiętam, jak kiedyś razem z kumplem podłożyliśmy gnojobombę, czyli nasz wynalazek. Śmierdziało, że łoho! Tia. Lepiej, żeby jakiś uczeń Khala albo Dymitra nie wywinął takiego numeru. O jest Reyon. Spytam się go... albo nie.
-Witajcie dzieci!-
-Hej Reyon.- Odpowiedzieliśmy.
Hej! Gdzie mój makaron! Czyżby jakiś mój uczeń? Może ktoś od Dymitra. Ale jeszcze nikt nie uczył niematerialności. Dopiero uczymy ich 3 tygodnie.
-Co to, tam na podłodze?- Spytała się Cleo.
Pojawił się kruk. Raczej jego cień. Przecież to Hans! Nagle z jego tułowia wyskoczyło 20 osobników. [Khal! Jak się oni nazywali?]
Ach tak! Boscy delegaci.
-Co się stało?- Rzekł Reyon.
-Pojawia się coraz więcej mroku we wszystkich światach!- Powiedział jeden z rogiem.
-Ale przecież mój ojciec jest teraz pociahany w międzymiarze.-
-Nie chodzi o Ten mrok. Ten mrok na Sehri to pustka. Chaos i pustka. I niestety dziury w Neher spowodowały, że morze Chaosu przelewa się. Na przykład Stolica Natury w połowie jest metalowa, a 30 kilometrów kwadratawych czy jak wy tam mówicie, to jezioro Chaosu. Niestety, ale dziura powstała także w boskich światach. Most jest niszczony, a my musimy się jeszcze przeprawić.- Powiedział inny z 3 parami skrzydeł motyla.
-Niby tak, ale często przesiaduję w Neher i umiem tworzyć mgliste wersje obiektów. Rzeczy małe jak np. blok kartek stają się realistyczne. A budowle lub różdżki są na tyle "przygwożdżone" do rzeczywistości, że można ich co prawda krótko, ale używać. Czyli Most mógłby jeszcze was przeprawić. A potem jesteście uwięzieni.-
-Hans, ja jestem dobry w magii i mógłbym ci pomóc.- Powiedziałem.
-Niech będzie. Ale to ja nas teleportuję. I znasz czar Największej Ochrony?-
-Tak. To lecimy.-
Otoczyła nas chmura. Wtem poczułem, że coś mnie trzyma za głowę. Nagle chmura się rozeszła i byliśmy koło Mostu. Byłem tu raz, ale gdy było... spokojnie i czysto. Teraz połowa miasta płonie, a z dziur leje się czarna woda. Nagle zrobiło się wybrzuszenie i przestrzeń, gdzie była chmura w kształcie drzewa zrobiła się prześwitująca. Widziałem, jak ten Chaos przelewa się.
-CHRIS! CZARY! SZYBKO!-
Wyjąłem swoją różdżkę. I na wszelki wypadek generator sygnału pomocy. Skierowałem różdżkę w górę. Skupiłem się. Na szczęście jestem dobry w starożytnej magii.
-Attipeda Raksana. Satrunu Kanipisau.Ch'wen Tri'mpa Drer'ti.-
70 metrów nad nami pojawiły się znaki. Alfabet Starożytnych. Wszystkie znaki stworzyły kulę chroniącą nas. Nie mogę tego wytłumaczyć. To było super.
Hans coś tam mamrotał. Widziałem jak z jego rąk wystrzeliwuję chmura. Nagle powstała dziura. Chaos się wylewał. Pole wytrzyma. Coś mi się nie zgadza. Te czary, one powstały po Erze Chaosu i Zła. To nie zadziała. Wtem pole się rozdarło. Jaki czar powstał wtedy? Mam mało mocy magicznej. Ten czar mnie albo zabiję, albo zapadnę w śpiączkę. Ale tutaj chodzi o istnienie wymiaru. Dałem różdżkę do kieszeni, a ręce dałem koło siebie na wysokości klatki piersiowej.
-Maat!-
Użyłem czaru porządku i stworzenia. Z rąk wystrzeliło niebieskie światło. Zmieniło się w pasma, jak by wody i skierowały się w pobliżu dziur w tym wymiarze. Widziałem tylko jedną dziurę, lecz pasm było dość dużo. Nagle to światło uderzyło w Chaos. Powoli się przesuwało w kierunku koryta. Wtem pasmo "wlazło" w dziurę i popłynęło w stronę Morza. Dziura zniknęła.
-Most został naprawiony. Chris! Ty to zrobiłeś? Wow! Chris?
 I zemdlałem.
***
Obudziłem się. Byłem w szpitalu. Wziąłem coca-colę. Chwila. Moja ręka. Była jakby z mgły.
-CO!!!-
-Nie drzyj się tak. Lily, uczennica Sylvii pomogła ci. Właśnie tworzy twoją rękę, dzięki tworzącej mgły z Mundi Nebuli.- Powiedziała Ellie.
-Aha. A... co z mostem?-
-Wszystko dobrze. Dzięki twojej magii 2 boskie światy zostały naprawione i zyskały obronę.-
-Czyli wszystko dobrze.-
-Tak. Ale nie na długo.-
Ciekawe, co się stanie dalej. Co będzie z moją ręką. Co będzie w przyszłości.