sobota, 26 grudnia 2015

The Elementary (cz. 2)

Dymitr
[Ha! Teraz Nie oddam ci mikrofonu Alex!]
A, tak. Coś zmierzało w naszą stronę. I trafiliśmy do... czegoś. I kilkoro uczniów się zgubiło. I...
No dobra. Koniec.
Jest źle. Kilkoro uczniów się zdematerializowało. Będą mieli karę. Dobyliśmy mieczy, różdżek i łuków.
-DO WSZYSTKICH Z GRUPY GALIEGO! MUCCAN!
Tak na marginesie, to jest czar niewidzialności. Nie żeby to było tchórzostwo, lecz wolimy potwora zabić z zaskoczenia. Niestety wszyscy nas słyszą. Pewnie pytacie: "Panie Dymitrze, czemu nie mogliście przejść do powietrznego świata". Chodzi o to, że większość moich uczniów nie umie przechodzić do innych wymiarów. Rzuciłem czar ciszy. Szedłem tak, bojąc się, że coś nas wyczuje. Wtem zauważyłem potwora. A oto opis:
-Miał 30 metrów wysokości.
-Miał pysk smoko-pso-lwo-hamburgero (tak. Hamburgero.)-velociraptora.
-Mgła wokół niego zmieniała się w ciemność.
-Miał ogony (jakieś 30).
-Smocze nogi (tak. Smocze).
Jeśli chodzi o ten mrok, to był inna ciemność. Nie taka jak w otoczeniu Maranama, tylko to była czysta pustka. Chaos. Wtem przemówił patrząc na mnie:
-Nicość powstanie. Wielka zmora się obudzi. To czego się boisz nastanie za 14 dni...
I się rozpłynął.
Szybko pobiegliśmy do Reyona.
-Divved!- Powiedziałem.
Kilka dziwnych znaków zmieniło się w falę, która zmyła zaklęcie. Szczerze, pierwszy raz wykorzystywałem to zaklęcie.
-Reyon!-Rzekłem zdyszany- Potwór. Znalazłem. Powiedział, że nicość powstaje, czy coś w tym stylu.
-Co?
-Słyszałeś. Coś złego powstaje. Poinformujmy Ducha.
-Dymitr. Musimy wracać. Teleportuję się.-Wyjął różdżkę -Prasara!-
I zniknął. Szkoda, że nie dokończymy wycieczki. Ale ważniejsze jest... no nie wiem. Wrócił razem z grupą w świecie ognistym.
-To teraz ja was teleportuję.- Powiedział Reyon.
Złapałem go w ostatnim momencie. Teleportowaliśmy się. Widoki przy tym są... psychodeliczne. Pojawiliśmy się. Wolne w weekend? Zapomnijcie. Prze tego cosia (nie wiem jak to nazwać) musieliśmy uczyć wszystkich wszystkiego. Dzisiaj będą eliksiry. Wyjąłem swoją różdżkę z kości słoniowej i mahoniu z rdzeniem z włóknem mrocznej mgły.
-Prasara!
Czar teleportacji. Wszystko zamigotało i rozpłynęło się. Dusiłem się. Popatrzyłem w dół, bo miałem dziwne mrowienie. Coś mi się nie zgadzało. Nie miałem nóg! Wtem wszystko powróciło do normy. Byłem tylko kilka metrów od nóg. Nagle wszystko się cofnęło. Czyżby anomalia czasowa? Właśnie przechodził Han.
-Han, czy ty majstrowałeś coś w czasie?
-Nie?! Czemu pytasz?
-Bo były zakłócenia w czasie. Może Jason coś robił?
-Spytaj się.
Zmieniłem się w powietrze. Gdzie on może być... jest! Wyjąłem różdżkę (jak ja to zrobiłem).
-Ikesu!- mruknąłem.
Nic nie robił. Może to przez tą ciemność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz