Byliśmy pasażerami drugiego lotu statku Jupiter.
Statek ten powstał w celu skolonizowania planety. Lecz dwa tysiąclecia temu nastała katastrofa, która zmieniła wszystko.
Wybuch brązowego karła zniszczył łączność między planetami. Nie wiadomo, jak mógł eksplodować. Fala energii zniszczyła lasery, więc planety straciły możliwość komunikacji.
Fala uderzeniowa zniszczyła Amerykę Południową i część Afryki. Ludzkość wpadła w stagnację.
Rząd uznał, że trzeba odtworzyć kontakt.
Położyłem się w swojej kapsule. Na ekranie pojawił się obraz mojej rodziny. Polecą za 40 lat.
- Witam pasażerów, załogę i resztę ludzi na pokładzie Jednostki Kolonizacyjnej SS-4028 Jupiter. Lot potrwa 35 lat. W tym czasie będziecie zahibernowani w kapsule, która po nałożeniu maski zostanie wypełniona płynem odżywczym. Będziecie się starzeć 1 rok na 10 lat. Po przebudzeniu będziecie skołowani, więc będziemy mieć wszyscy dwa tygodnie na przyzwyczajenie się i wyleczenie choroby hibernacyjnej. Miłej podróży.
Żółto-zielony płyn zaczął zalewać kabinę. Poczułem się senny i zasnąłem.
piątek, 3 marca 2017
Podróż (Prolog)
piątek, 24 lutego 2017
The Elementary (8)
Jason
- Weź coś zrób z tym! - Krzyknąłem.
- Nie mogę nic zrobić! Próbowałem przenieść nas, ale nic się nie dzieje. Czasem tylko widzę przebłyski, jakiś lód, czy coś.
Wokół Dymitra pojawiła się burza, co oznacza, że się skupia.
- Alicia! - Zawołał Dymitr.
- Tak?
- Masz ze sobą telefon?
- No tak, ale przecież nie ma zasięgu!
- Masz tą aplikację, która działa offline? Wikioffline, jakoś tak.
- Mam.
- Wpisz zlodowacenia.
Alicia włączyła telefon i zaczęła coś czytać.
- Nie jest dobrze.
- Co jest? - Spytała Cleo.
- Ziemskie globalne zlodowacenie. Wtedy Ziemia została skuta lodem.
- I...?
- Jesteśmy na równiku.
- No tak, ale co z tego?
- Za cztery dni według Chronometru Ponadczasowego zostaniemy skuci lodem.
- Jak się przedmieścimy w czasie?! - Spytał zdenerwowany Alex.
- Pięćdziesiąt dwa kilometrów od nas znajduje się centrum czasu i świata. Przeniesiemy się do Akademii i pójdziemy do wymiaru energii.
- Jest jeden problem. - Poinformował Alex.
- Jaki?
- Nie wyczuwam energii życiowej w promieniu dwustu kilometrów. Nie czuję... trudno to wytłumaczyć. Jak by woda, ale ze składnikami organicznymi, krew i tak dalej. Wyczuwam tylko bakterie i jednokomórkowe glony.
- Macie jakiekolwiek zapasy jedzenia? - Spytała Alicia.
- Ja mam dwa batoniki i bidon z wodą. - Powiedział Han.
- Ja mam skrytkę z jedzeniem. W torebce, ale portal ledwie działa - powiedziała Nicole.
- Szybko, otwieraj! - Zarządził Han.
Wyjęła torebkę. Wyrzuciła portal i go włączyła. Ale co jakiś czas zamykał się.
- Naliczyłem, że mamy trzy sekundy na wejście i trzy minuty na wzięcie zapasów. Wtedy portal zamknie się na zawsze.
Szybko wskoczyłem. Była tam lodówka, a w niej chleb, woda mięso, owoce i warzywa. Koło mnie pojawiła się lodówka turystyczna razem z kuchenką gazową i szybko spakowałem rzeczy. Z tyłu słyszałem odliczanie:
- 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1 -
W ostatniej chwili przeskoczyłem.
- Co masz? - Spytała Cleo.
- Bochenek chleba, szynkę, kurczaka, włoszczyznę, ogórka, paprykę, pomidora, jakiś nabiał i trochę owoców. I kuchenkę gazową.
- Mamy szczęście.
- Jednak nie - poinformował Alex - 5 kilometrów od nas jest lód. O grubości piętnastu kilometrów.
Spojrzałem tam, gdzie wiał zimny wiatr. Rzeczywiście, pojawiła się ściana, która była tak wysoka, że chmury wytworzyły coś na kształt fali.
- Czekaj, jesteśmy w Kriogenie, a zawartość tlenu wynosiła wtedy chyba 2%, więc jak my oddychamy? - Zauważyłem.
- Dymitr ma taką fajną przypadłość, że w promieniu jednego kilometra jest bąbel, gdzie zawartość tlenu wynosi 21% - wytłumaczyła Alicia.
- Dokładnie gdzie mamy iść? - Spytała Cleo.
- Cały czas po wybrzeżu.
Więc wyruszyliśmy.
Szliśmy już od kilku godzin. Zimne fale uderzały w nogi, wiatr ciął po twarzy, w dodatku zaczął padać śnieg. W oddali, na wodzie pojawiła się zielona płachta glonów, ale nic z tego, bo i tak byśmy się nimi nie najedli.
Nagle zobaczyłem, że chmury przeniosły się. Zobaczyłem niebo.
Było czerwone, a przy horyzoncie fioletowe. Słońce było mniejsze, a wyłaniający się Księżyc większy.
- Immortales. Przerażające. - Potwierdziła Nicole.
- Dlaczego ma taki kolor? - Spytałem.
- Nie wiem. - Odpowiedziała Alicia.
Aż w końcu zobaczyłem, dlaczego.
W niebie pojawiły się dwie postacie. Jedna była całkowicie czarna, ale jej skóra była posiana białymi kropkami i kolorowymi chmurkami, a czasem było widać rozbłyski.
To był mój ojciec.
Druga postać zaś była zielono-niebieska, ale z jej ran leciała krew. Miał on długie włosy i cztery ręce. Byli otoczeni przez chmury, przez co wyglądali niesamowicie, ale jednocześnie przerażająco.
Wtem olbrzym zatoczył się i zaczął spadać. Zmniejszał się, przez co wyglądał coraz bardziej jak człowiek, a w pewnym momencie uderzył w wodę.
Wytworzyła się fala, która była wysoka na 40 metrów. Zbliżała się do nas.
- Alex zrób coś z tym! - Rozkazałem.
Podniósł ręce. Fala zaczęła się zmniejszać, aż w końcu trafiła do oceanu.
- Dlaczego te chmury tak dziwnie się zachowują? - Spytał Han.
- To fala uderzeniowa! Szybko, musimy się schronić! - powiedziała przerażona Alice.
Dymitr wytworzył jakąś małą kulkę. Wykonał jakiś dziwny taniec, a potem wystrzelił rękoma w stronę fali.
Była to magia dźwięku.
Dźwięk uderzył w falę i się uspokoiło.
- Super, przesunąłeś lód na pięćset metrów! - rzekł Alex.
Olbrzym popłynął do nas. Jako człowiek wyglądał na 14-sto latka i miał długie blond włosy. Na boku miał ranę, utykał.
- Hej, wy, co wy tu robicie? Jesteście jakimiś bogami? Duchami?
- Jesteśmy ludźmi - odpowiedziała Nicole.
- Kiedy się urodziliście?
- Za 720 milionów lat. Jesteśmy dziećmi Rady 11 bogów, ale Jason jest synem Kosmosu. Nie jesteśmy oczywiście wszyscy. Nasz przyjaciel przeniósł nas niechcący tutaj. Chcemy się przedostać do Centrum czasu i świata.
- Czyli ty młodzieńcze chcesz mi powiedzieć, że to twój ojciec zabrał mi mój własny świat?
Zatkało mnie. Jedynie co wydukałem to:
- Yy.. noo... eee...
Pojawiła się wielka pięść. Nim zdążyłem się obronić, uderzyła mnie, przez co straciłem przytomność.
Wszystko było zamazane. Cokolwiek dotknąłem, zmieniało się w chmurę.
- Witaj synu - usłyszałem z tyłu.
Odwróciłem się. Był tam mój ojciec, który siedział na kamieniu, a przed nim było jezioro. Gdy poczułem wodę, wpadłem do zbiornika po pas.
- Zastanawiasz się, kim jest ten olbrzym? To Hrungvin. Był elfem, ale prawie zabił mojego wnuka, Astulioresa, boga elektryczności. I wtedy... albo sam zobacz co mu zrobiłem.
Mgła zawirowała. Zobaczyłem długowłosego elfa, który stał nad ciałem boga. Jego skóra była czarna, lecz co jakiś czas pojawiały się błyski. Ale było ich coraz mniej.
Spojrzałem na niebo, a tam pojawiło się oko. Przestrzeń się wybrzuszyła, i pojawiła się twarz mojego ojca, który był wściekły.
- ZA TWÓJ CZYN SPOTKA CIĘ KARA! -
Pokazał swoją prawdziwą formę. Jestem jedynym śmiertelnikiem, który normalnie może patrzeć na prawdziwą formę boga.
Oczy elfa płonęły, tak samo jak skóra. Wszystko zmieniło się w proch, a jego dusza stopniała. Kraina w której mieszkał zaczęła płonąć. Domy, drzewa, elfy, nawet ziemia, woda, powietrze. Widziałem elfa, który próbował chronić swoją rodzinę. Widziałem elfy, które płakały, a ich łzy zmieniały się w kwas. Widziałem elfy, które błagały o przebaczenie, ale ich gardła wypaliły się.
Błysk się skończył. Przed wybuchem była to piękna kraina, z górami i morzem. Po nim stała się równiną. Płaską. Suchą. Nie było morza.
Na ziemi leżała jego czaszka. Bóg Kosmosu stanął i wziął ją do ręki. Rzucił nią w skały, a one zaczęły obrastać kości tworząc ciało olbrzyma, który miał 40 metrów wysokości. Zobaczył co się stało z wioską i zaczął płakać. Łzy, które padały na ziemię wypalały ją jeszcze bardziej. Wtem jakiś kamień zaczął do mnie mówić:
- Heej Jaaasoooon. WSTAWAJTA!
Był to głos Dymitra.
Chwila, od kiedy kamienie mówią?
Obudziłem się. Hrungvin był w przenośnej klatce. Jadł właśnie posiłek. Zauważyłem też, że przed chwilą był zachód Słońca, ale czułem, że minął cały dzień.
- Chwila, ile mamy do celu? - spytałem.
- 20 kilometrów. Gniew twojego ojca teleportował nas bliżej Centrum.
Podszedłem do klatki.
- Ty podły człowieku! Prawie zabiłeś boga! Ty to rozumiesz?
- A twój ojciec?! Spalił tysiące moich pobratymców, zniszczył wyspę na której mieszkaliśmy, a mnie zmienił w olbrzyma! Kto tu jest większym potworem, ja? Czy twój tatuś?
Odwrócił się.
Poszedłem coś zjeść. Kurczak nie miał za bardzo przypraw, ale ważne, że mieliśmy co jeść.
- Ściemniło się. Idę spać, a wy? - Zaproponowała Cleo.
- Mamy jakiś namiot? - spytałem.
- Wzięłam składany.
Wzięła chusteczkę i rzuciła nią w ziemię. Zaczęła się rozkładać i zmieniła się w duży namiot, ale zapewne w środku jest większy.
Nie myliłem się. Było kilka pokoi, z materacami. Koło dużego pokoju stała łazienka.
Dopiero teraz poczułem, jaki jestem zmęczony. Wybrałem pomieszczenie i położyłem się na materacu. Szybko zasnąłem.
Wstałem. Wyszedłem z namiotu, a obok klatki klęczała Nicole. Płakała.
- J-ja przepraszam! To moja wina!
- Co się stało?!
- Ź-źle zabezpieczyłam ten teren. On uciekł, zabierając prawie wszystkich! Zostaliśmy my i Dymitr!
Pobiegłem do namiotu. Nie licząc nas, całą reszta wyparowała. Zniknęła.
- Zhonguo!
Czekałem, aż poczuję mrowienie w palcach. 1 sekunda, 1 minuta, jedna godzina. Nic.
Wyszedłem z namiotu.
- Nie ma ich. Nie ma ich na Ziemi. Nigdzie.
- Jakie znacie wymiary poza Modusho?
- Poza wszechdrzewem i międzymiarem jest jeszcze jeden świat - odparłem.
- Jaki?
- Świat mojego ojca.
poniedziałek, 24 października 2016
Winda (cz.1)
Wnuk narratora w prologu
Dziś jest ten dzień. Zobaczę wreszcie powierzchnię. Mówią, że jest spalona i zniszczona, ale według mnie są tam wielkie lasy.
Zapomniałem. Jestem Nico i mam 13 lat. Od kilku lat byłem szkolony na bycie strażnikiem. Pojedziemy na powierzchnię, i będziemy się uczyć.
- To ta chwila. Zobaczymy to, co zostało. Wreszcie - zachwycała się Alice.
Alice i Remus to moi najlepsi przyjaciele.
Alice to ładna dziewczyna, mądra i wysportowana, lecz ma protezę ręki po wypadku, a Remus jest ode mnie starszy o rok i za nic ma niebezpieczeństwa. Już teraz ćwierć jego ciała to maszyna. Sam posiadam cybernetyczną wstawkę. Mój ojciec zginął w wypadku kopalni, w którym ucierpiałem ja tracąc dłoń, a przyjaciółce zginął brat i ojciec, a sama straciła nogę.
Zauważyłem na górze światło. Powiększało się, a po kilku sekundach wyszliśmy.
Było pięknie.
Przede mną rozpościerała się zielona dolina. Było dużo drzew. Lecz żadnych zwierząt. Nawet muchy.
- Nie wychodźcie poza granicę niebieskich ogników. Macie mapy. Musicie znaleźć skarb, lecz jest on chroniony. Drużyna która pierwsza przyniesie zdobycz, dostaje nagrodę.
Start!
Pobiegliśmy w kierunku zachodnim. Czułem piękne zapachy, lecz cały las wypełniała cisza. Słyszeliśmy tylko siebie.
- Ej, niebieskie ogniki - poinformowała Alice.
Przed nami pojawiły się światełka. Leciutko migały.
- Widzicie to? Jakby kawałek przestrzeni drgał.
Rzeczywiście. Kilka centymetrów od ogromnego żywopłotu wisiał kwadrat.
Rzuciłem w niego kamieniem. Nagle pojawił się błysk, fala i pole zniknęło.
- Powoli się odnawia. Przechodzimy? - spytała Alice.
- Ja przechodzę. A wy? Alice? Nico?
- Przechodzimy.
Zauważyłem pojawiające się znikąd sześciokąty. Pobiegliśmy.
Gdy wbiegłem w ścianę zieleni, pole się zamknęło. Szedłem i szedłem. Nie wiedziałem, ile minęło czasu, aż poczułem powiew zimnego wiatru. Odwróciłem się.
A przede mną rozciągała się szara, zimna pustynia, a w oddali było miasto z windą kosmiczną.
Winda (prolog)
Po zbudowaniu windy kosmicznej w ciągu jednego stulecia ludzkość zasiedliła większość planet w promieniu tysiąca lat świetlnych. Później powstały Przecinacze, które niszczyły tkaninę czasoprzestrzeni, tworząc portale i ludzie zamieszkali okolice jądra galaktyki. Lecz nie znaleźli innej cywilizacji.
Po wielu latach badań okazało się, że wokół czarnej dziury krąży mały generator impulsów gwiezdnych. Niszczy on każdą cywilizację kosmiczną co milion lat. Nic się nie działo.
Aż nagle pojawił się Impuls.
Pojawiła się mała, ciemna kula, która bardzo szybko się rozszerzała. Pamiętam, jak byłem na wakacjach na Idelium. Wtedy akurat pakowaliśmy się. Nagle wszystko się ściemniło. Niebo zrobiło się czerwone i pojawiła się czarna sfera. Szybko weszliśmy do autolotu, odlecieliśmy i zamierzaliśmy do portalu. Gdy ta ciemna fala przechodziła przez planetę, to wielkie miasta znikały, a bomby wybuchały. Wróciliśmy na Ziemię i czekaliśmy.
Po roku nadeszła fala. Zostały włączone wielkie generatory tarcz, ludzie odlecieli lub schowali się w bunkrach. My też. Mieliśmy holograficzny wgląd na to, co się działo. Pola Elizejskie, będące wielkim rezerwatem zwierząt i roślin w czasie przechodzienia fali zostały zniszczone. Zwierzęta nie ucierpiały. Rośliny nie ucierpiały. Ale budynki i miasta były niszczone. Chociaż wielkie generatory były włączone, to i tak wszystko było obrócone w perzynę.
Po wielu latach weszliśmy na powierzchnię. Winda została zachowana, ale nikt kto wiedział jak ją włączył nie przeżył. Ludzie zostali rozdzieleni.
czwartek, 20 października 2016
The Elementary (cz. 7)
Han
Otworzyłem oczy. Leżałem na łóżku i miałem podłączone do ręki rurki z nektarem.
- Hej, śpiochu - usłyszałem słodki głos.
- Cleo?
- Tak! Gdzie jesteś?
Nie widziałem jej. Aż nagle po ziemi popłynęła srebrny strużka.
- Czar Hydrargyros. Wiem, że to ty.
Rtęć razem z jej oparami zmaterializowały się w blondwłosą, niebieskooką, wysoką dziewczynę.
- Za dobrze mnie znasz. Jak tam?
Zauważyłem, że była szara. Dość dużo magii zużyła.
- Nie czuję stopy - wypaliłem.
- Nie dziw się. Nie masz jej. Jest tam chmura.
Odkryłem się trochę i zauważyłem, że w miejscu gdzie powinien być staw skokowy noga płynnie przechodził w mgłę. Zauważyłem małe pasemka czerni biegnące koło żył, jak i też widziałem, że w mgle były błyskawice i dziwne obrazy.
- Posłuchaj, Han, chciałam się ciebie spytać...
- KIEDY PODADZĄ STEWARDESSY? - Krzyknął głos, ewidentnie Dymitra.
Nagle z drzwi wyszły nimfy, ze srebrnymi tacami, w których najpewniej było jedzenie.
Przybyła do nas nimfa. Jedną tacę dała mi, a drugą tacę Cleo. W nich zamiast jedzenia były...
- Eliskiry? ELIKSIRY?! - wrzasnął ktoś.
Wyleciał mały kawałek papieru. Był na nim napis:
"Śniadanie Kantońskie:
Dolej zielony płyn do miski i zmieszaj z wodą. Podgrzej, dolej czerwony eliksir i gotowe."
Zrobiłem to, co było w instrukcji i w misce pojawiła się zupa, a w kolejnym naczyniu ryż.
Zjadłem w ciszy. Nie smakowało to jak kuchnia Kantońska. To nie smakowało.
Świat zrobił się cały niebieski.
- Ej, coś się dzieje z Hanem - krzyknęła Cleo.
Kilka osób zebrało się koło mnie.
Wtem poczułem szarpnięcie za pępek. Świat zawirował.
Stałem na kamienistej plaży. Niebo było szare, woda była szara. Ziemia była goła. Nie było na niej nawet mchu.
- Kiedy jesteśmy - spytał się Dymitr.
- Nie jest dobrze - powiedziała Alicia.
- Ale kiedy jesteśmy!
Po chwili namysłu odpowiedziała:
- Kriogen, 720 milionów lat temu.
czwartek, 30 czerwca 2016
NIE USUWAĆ!
Alicia-ziemia
Nicole-ogień
dymitr-powietrze
sylvia-światło
hans-mrok
khal-natura
han-czas
christopher-energia
Cleo-metal
elie-lód
Jason-kosmos
Padma-chaos
zapomniało się, co? ;-;
Tak, Hania.
sobota, 9 kwietnia 2016
Bogowie z Sehri według Dymitra Ivanowa (cz.2)
Wpadli na pomysł stworzenia żywiołów, więc każdy zebrał myśli i zmaterializowali je. Efektem ubocznym były 4 jaja. 2 smocze, jedno ptasie i jedno gadzie (tak tak. Wiem że smok to gad, ale to było jajo węża).I nagle Kantia, Palaiva, Tannir i Tis Agnia wpadli na wspaniały pomysł. Tannir nawodni skałę, a Palaiva ją użyźni. Tis Agnia zrobi idealną temperaturę 23,77 stopnia celsjusza. Kantia dołoży energii życiowej.
Więc zaczęli realizować plan. Drzewo tak urosło, że korzenie wychodziły ze skały. Powstał pierwsze 2 wymiary. Lecz były puste. Gdy bogowie poszli spać, usłyszeli dziwne hałasy. Okazało się, że wykluły się 2 smoki, 1 wąż i 1 ptak. Smoki zaczęły walczyć. Jeden zionął ogniem, a drugi lodem i w ten sposób w kawałku skały powstały smocze światy, a w miejscu gdzie się stykały 2 promienie, powstało pasmo energii życiowej które pomogło w rozwijaniu się drzewa. Pień stał się baardzo gruby, powstało dużo gałęzi [istny las, mówię wam.] A korona! Wysokości skały i tej samej długości. Chodź konary były wystarczająco grube dla wymiarów, to bogowie sami musieli je stworzyć. Byli leniwi.
[Jeszcze nie zmienili mnie w proch, łał! Mam szczęście!]
Orzeł zadomowił się na koronie, a wąż pełzał w te i z powrotem. Jak po mojej kawie. Chcieli zrobić sobie królestwo, więc z mgły stworzyli płyn do baniek mydlanych i próbowali wdmuchiwać je do gałęzi. Robili tak kilka miesięcy, aż nagle udało im się! Stworzyli pusty wymiar. Zaczęli tworzyć prawa, magię i rzeczywistość. Najpierw powstała wyspa. Potem Most. Most ten prowadził do innych wymiarów. A potem zrobili ładny zamek. Kiedyś tam byłem. Mój pokój miał chyba 100 metrów kwadratowych, a to było małe pomieszczenie (według bogów). Powstały lasy. Aż nagle, Tannir i Kantia się w sobie zakochali [Torebki są pod siedzeniami a kosz na wymioty jest obok drzwi]. Wiem, obrzydliwe. Urodziła ona dziecko [No chyba nie skałę. HEHE].
-Jestem Kalikassa! Jestem boginią natury!-Powiedział bobasek.
Urodziły też się inne dzieci.Czas, Energia, Metal i Lód. Aż nagle, gdy wszyscy popijali sobię nektar Maranam Fochnięty pomyślał, żeby obalić rodziców. Zdobyłby ich moc. Wstał z leżaka.
-Maranam, gdzie idziesz?- Powiedział bóg wody.
-A tak się przewietrzyć i stawy rozchodzić.
Kosmos i Chaos siedzieli sobie na skraju wyspy. A, i jak by co. Każdy sprząta po sobie. Maranam zmienił się w chmurę. Przybliżył się do nich i... zmienił ręce w miecze i rękoma przebił ich... nie pozwolą mi tego opublikować. Wyobraźcie sobie. Potem wchłonął ich moc. Poszedł na swój leżak z Diaptrium (metal 100000000000000000000000000 razy droższy od złota).
-Hm, Mar, czemu śmierdzisz krwią?-Spytał Gali.
-Yy...
-Chwila, rozpoznaje ten zapach-Powiedział Tannir.
Wziął trochę krwi z jego barku i powąchał.
-To krew Ojca i Matki!
Była walka, i zepchnęli Maranama do otchłani. Zajmę się nim później.
Po wielu latach zdecydowali się na nowe wymiary, więc działo się. W następnym rozdziale powiem o Sehri, potem o Ziemii. Smocze wymiary zostawię na końcu.
sobota, 2 kwietnia 2016
The Elementary (cz.6)
Pierwszy raz byłam w tej klasie. Na ścianach była mgła. Na rogach były 4 drzewa symbolizujące Wszechdrzewo.
-No, uczniowie. Otwórzcie podręczniki na stronie 241-Powiedziałam-Robimy dziś Eliksir Sztucznego Życia.
Chyba sama zrobię sobię takiego cosia (nikt nie wie co to jest). Gdzie miałam obłok światła... mam. Dodać do kociołka i dać ogień o temperaturze 200 stopni. Dalej... łzy feniksa, krew gryfa. Teraz zamieszać 18 razy w kierunku wskazówek zegara, 2 w przeciwnym kierunku i 4 chaotycznie. Można dodać barwnik. Ja dodam barwnik ze skały Diatramu. Ma ładny, świecący blask. I teraz poczekać 5 minut.
-Padma, mój coś jest chyba... zobaczysz?- Powiedział Marios.
Wyglądał jak... nie wyglądał. Tam, gdzie powinien być, ziała wielka ciemna dziura.
-Vhokira Diriada.-Mruknęłam.
Dziura się zamknęła.
Podeszłam do swojego kociołka. Pojawił się... glutek. Wskoczył na moją rękę. Zadzwonił dzwonek.
-Pokażcie mi swoje stworzonka.
-Nghike Ificomu! Igricami!
Mój coś zmienił się w chmurkę z oczami. Mam własne zwierze! Jej! To była moja przed ostatnia lekcja. Teraz... przerwa obiadowa. Zjadłabym jedwabiste kebaby z kurczaka.
[-Padma! Coś ty wymyśliła!- powiedział Dymitr.]
[-To moje ulubione danie!-]
-Hed, co jest!- Powiedziałam do Heda (tej chmurki bo dałam mu nazwę)
Zmienił się w dziurę a potem w naszą szkołę. Aż nagle... wybuchła. Pobiegłam do jakiegoś zabytku.
Budynek zaczął się trząść.
Tak na marginesie. Każdy magiczny obiekt może wytworzyć portal lub "doładować" nas magią. Są jak magiczne akumulatory. Dzięki im możemy wykorzystywać potęrzniejsze czary.
Jest! Znalazłam moją tarczę. Zaczęłam śpiewać. Przestrzeń się wybrzuszyła i powstał portal.
-Apartament Reyona, dyrektora szkoły.
Pojawił się w portalu wir z wody. Będę mokra. Wskoczyłam do portalu.
Znalazłam się przed drzwiami. Na szczęście nie byłam przemoczona. Zapukałam.
-Reyon!
Pojawił się.
-Tak, Padmo?
-Atak!
-Włączam alarm.
Nagle rozległ się... Alarm!
[-No chyba nie Hedwig's theme!- Powiedział Dymitr]
-Uwaga. Atak na szkołę. Proszę skierować się do Głównych Drzwi.
Znalazłam rękojeść sprzed 20400 lat. Pojawił się portal. Skoczyłam. Nagle pojawili się inni uczniowie. Jak? Znaleźliśmy się obok Głównych Drzwi. Zgromadzili się wszyscy. Dyrektor wziął urządzenie wykorzystane w rozdziale 1.
-Wszyscy łapiemy się za ręce!
Nagle świat zawirował. Pojawiliśmy się w Wymiarze Bogów.
-Nie!
Ogień, woda, mrok, światło, powietrze, ziemia. Wszędzie leciał.
-Reyon! Do Sehri!
Nagle pojawiliśmy się w naszej szkole. Była mgła. Przepraszam. Mgła próbowała stworzyć przestrzeń. Jak grom z jasnego nieba pojawiły się potwory.
-Padma!- Krzyknął Chris - CO SIĘ DZIEJE?!
-Nie wiem! To stworzenia chaosu, lecz ich nie znam!
-WSZYSCY ZAWODOWCY! TRZY ZAKLĘCIA OCHRONY PRZED ERĄ CHAOSU! I JESZCZE MAAT! TERAZ!
-Victim Lendari! Saleva Eliri! Filari Mundili!
Pojawił się Starożytny Alfabet. Najpierw Chris, Alex, Dymitr i Khal stracili przytomność. Potem Jason, Cleo, Ellie i Sylvia. Zostałam ja, Nicole, Alicia, Hans i Han, lecz i oni padli. Zostałam sama. Energia mi się wyczerpywała. Muszę przestać. A potem wszyscy zginęliśmy.
HAHAHAHAHA! Żart. Obudziłam się w szpitalu. Obok mnie (na sąsiednim łóżku) był Jason. Nie było z nim dobrze. Miał rany na: rękach, nogach, tułowiu. Krew mu ciągle leciała. Wstałam, lecz upadłam. Chyba jako jedyna się obudziłam.
-Ał! Czy ma ktoś nie wiem... plaster na metalową dłoń?- Usłyszałam głos.
-Chris?
-Padma? Ja tutaj się od wczoraj nudzę. Wszyscy albo krwawią, albo śpią, albo gadają przez sen o jakiś kotkach.
-Ile...
-Tydzień. I...
-I co?
-Z-zniszczono...
-Co zniszczono?!-Krzyknęłam.
-Zniszczono świat energii. Nie mamy dostępu do czarów. Najwyżej eliksiry.
-J-jak damy sobie radę?!
-Musimy zacząć działać jak w czasie wojny. Pamiętasz, jak magia na obszarze bitewnym zniknęła?
-Walczyliśmy za pomocą...
-Naszych wewnętrznych mocy. W nas jest magia. Jesteśmy dziećmi bogów. Damy radę!
Nagle drzwi się otworzyły. Annie, najlepsza uczennica światła trzymała coś. Chwila. To był mój uczeń. Leo Prior. Ma 8 lat. Był spetryfikowany.
-Próbował stworzyć czarną dziurę, lecz spojrzał na potwora i widzicie...
Między jego rękami była wirująca malutka czarna dziura.
Dziś wszystko się popsuło. I w dodatku jest nowe, przerażające zagrożenie...