sobota, 9 kwietnia 2016

Bogowie z Sehri według Dymitra Ivanowa (cz.2)

Bańki mydlane są spoko!
[A więc to kolejna opowieść o tych całych bogach]
Przedstawili pomysł rodzicom. Byli zachwyceni. Ale nie wiedzieli kto ma być władcą. Więc zrobili najbardziej dojrzałą rzecz.
Czyli zagrali w papier, kamień, nożyce.
Osoba która wygra zostaje królem. Najpierw odpadł Maranam [Bo on zawsze ma pecha, dzieci.], a potem Palaiva. Następnie odpadły Kantia i Tis Agnia. Finał. Tannir vs. Gali! Gali wygrał pierwszy raz, drugi i 3! Został władcą drzewa!!! Lecz nie wiedzieli jak zrobić, by ono urosło. Maranam był fochnięty, więc chciał zrobić sobie szałas.
Wpadli na pomysł stworzenia żywiołów, więc każdy zebrał myśli i zmaterializowali je. Efektem ubocznym były 4 jaja. 2 smocze, jedno ptasie i jedno gadzie (tak tak. Wiem że smok to gad, ale to było jajo węża).I nagle Kantia, Palaiva, Tannir i Tis Agnia wpadli na wspaniały pomysł. Tannir nawodni skałę, a Palaiva ją użyźni. Tis Agnia zrobi idealną temperaturę 23,77 stopnia celsjusza. Kantia dołoży energii życiowej.
Więc zaczęli realizować plan. Drzewo tak urosło, że korzenie wychodziły ze skały. Powstał pierwsze 2 wymiary. Lecz były puste. Gdy bogowie poszli spać, usłyszeli dziwne hałasy. Okazało się, że wykluły się 2 smoki, 1 wąż i 1 ptak. Smoki zaczęły walczyć. Jeden zionął ogniem, a drugi lodem i w ten sposób w kawałku skały powstały smocze światy, a w miejscu gdzie się stykały 2 promienie, powstało pasmo energii życiowej które pomogło w rozwijaniu się drzewa. Pień stał się baardzo gruby, powstało dużo gałęzi [istny las, mówię wam.] A korona! Wysokości skały i tej samej długości. Chodź konary były wystarczająco grube dla wymiarów, to bogowie sami musieli je stworzyć. Byli leniwi.
[Jeszcze nie zmienili mnie w proch, łał! Mam szczęście!]
Orzeł zadomowił się na koronie, a wąż pełzał w te i z powrotem. Jak po mojej kawie. Chcieli zrobić sobie królestwo, więc z mgły stworzyli płyn do baniek mydlanych i próbowali wdmuchiwać je do gałęzi. Robili tak kilka miesięcy, aż nagle udało im się!  Stworzyli pusty wymiar. Zaczęli tworzyć prawa, magię i rzeczywistość. Najpierw powstała wyspa. Potem Most. Most ten prowadził do innych wymiarów.  A potem zrobili ładny zamek. Kiedyś tam byłem. Mój pokój miał chyba 100 metrów kwadratowych, a to było małe pomieszczenie (według bogów). Powstały lasy. Aż nagle, Tannir i Kantia się w sobie zakochali [Torebki są pod siedzeniami a kosz na wymioty jest obok drzwi]. Wiem, obrzydliwe. Urodziła ona dziecko [No chyba nie skałę. HEHE].
-Jestem Kalikassa! Jestem boginią natury!-Powiedział bobasek.
Urodziły też się inne dzieci.Czas, Energia, Metal i Lód. Aż nagle, gdy wszyscy popijali sobię nektar Maranam Fochnięty pomyślał, żeby obalić rodziców. Zdobyłby ich moc. Wstał z leżaka.
-Maranam, gdzie idziesz?- Powiedział bóg wody.
-A tak się przewietrzyć i stawy rozchodzić.
Kosmos i Chaos siedzieli sobie na skraju wyspy. A, i jak by co. Każdy sprząta po sobie. Maranam zmienił się w chmurę. Przybliżył się do nich i... zmienił ręce w miecze i rękoma przebił ich... nie pozwolą mi tego opublikować. Wyobraźcie sobie. Potem wchłonął ich moc. Poszedł na swój leżak z Diaptrium (metal 100000000000000000000000000 razy droższy od złota).
-Hm, Mar, czemu śmierdzisz krwią?-Spytał Gali.
-Yy...
-Chwila, rozpoznaje ten zapach-Powiedział Tannir.
Wziął trochę krwi z jego barku i powąchał.
-To krew Ojca i Matki!
Była walka, i zepchnęli Maranama do otchłani. Zajmę się nim później.
Po wielu latach zdecydowali się na nowe wymiary, więc działo się. W następnym rozdziale powiem o Sehri, potem o Ziemii. Smocze wymiary zostawię na końcu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz