czwartek, 27 sierpnia 2015

Szczelina (prolog)

   Ja tak naprawdę nigdy nie mogłam sobie wyobrazić trzęsienia ziemi.
   Bo wiecie, zawsze mieszkałam gdzieś w tej części europy, gdzie trzęsienia raczej nie występowały.
   Pamiętam moje pierwsze wakacje nad Morzem Śródziemnym. Wtedy bałam się, że taki kataklizm nastąpi. Ale nie nastąpił.
   A kilka miesięcy temu ziemią zatrzęsły wybuchy dwóch super wulkanów. Dosłownie. Granica hiszpańsko-francuska wyglądała jak jedno wielkie wysypisko. 60-metrowe tsunami zalewały właściwie wszystkie wybrzeża woków Atlantyku. Pomiędzy dwoma Amerykami pojawił się kanał, którego wcześniej ewidentnie nie było. Ale od początku.

   Wszystko zaczęło się rok temu od... globalnego ocieplenia. Tak właściwie temperatura podniosła się o jakieś 3-4 stopnie, ale to akurat jest nieistotne.
   Ważne jest to, że ta nieodczuwalna zmiana klimatu rozgrzała ziemskie jądro o ponad 1000 stopni celsjusza. Jak to się stało? Nie wiem. Czemu żadni amerykańscy naukowcy na to nie wpadli? Nie mam pojęcia. Ale od tej pory pogoda zaczęła wariować i, co ważniejsze, zwiększyła się aktywność wulkaniczna.
   Następne miesiące to było piekło. Ludzie chronili się jak umieli. Po czym... wszystko ucichło. Żadnych huraganów, trąb powietrznych, niczego.
   Po tygodniu dwa wulkany zaczęły dymić- jeden na Islandii, drugi gdzieś w Chile, ale jakoś nikt tego nie zauważył. Aż do gigantycznego wybuchu i trzęsienia ziemi. To był chyba początek końca.
   Nad tym wszystkim górowała Th04z-gigantyczna stacja kosmiczna wypełniona aktorami, politykami, milionerami oraz innymi znanymi i wpływowymi ludźmi. Pytacie, gdzie podziali się inni ludzie? Gdzie podziałam się ja?
   Ruszcie głową.
   Nie można byłoby wszystkich przenieść na stację kosmiczną. Za mało miejsca. To może Mars lub księżyce Jowisza? Teoretycznie takie technologie istniały, ale nikt nam tego nie proponował. A nawet jeśli, to najpierw trzeba było przygotować specjalne komory i tak dalej, a na to nie było środków. Ten sam problem ze stacją kosmiczną. Nie było pieniędzy.
   Wszyscy niewpływowi obywatele musieli więc zostać na wypalonej ziemi, a tam starali się po prostu... przeżyć kolejny dzień. Nikt nie myślał o budowie statku kosmicznego lub ewakuacji. No... może oprócz mnie.
   Ale ja zawsze byłam inna. Zawsze chciałam zrobić coś, co będzie pamiętane przez pokolenia. Nawet jeśli miałoby to być niebezpieczne.
   Dobra, a czemu politycy nic z tym nie robią?
   Cóż, jakby chcieli, toby robili. Ale nie chcą, bo to im się nie opłaca. Każda akcja pomagająca ludziom odejmuje im kolejne miliony z budżetu stacji kosmicznej.
   Obietnic politycznych jest mnóstwo. Najczęściej mówią o wybudowaniu nowych osiedli, zwiększenia jakości życia ludzi i tak dalej. Oczywiście większość jest nieprawdziwa. W końcu po co tracić kasę na jakiś tam ludzi, skoro mi to nie pomoże?
   I to wszystko przez globalne ocieplenie. Świat się wali. A nie... przecież już się zawalił.
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz